Paprotka z Nowej Zelandii.

 

Oprawiony w szkło listek paproci jest pamiątką z naszej Wielkiej Wyprawy Samolotowej do Nowej Zelandii, którą opisujemy szczegółowiej na osobnej stronie. A było to tak. W głównym ośrodku kultury maoryskiej w Rotorua wybraliśmy się do miejscowego rezerwatu gejzerów z położoną na jego terenie tradycyjną wioską Maorysów. Odbywają się w niej co pewien czas pokazy muzyki i tańców wojennych dla turystów. Gdy zbiera się taka wielonarodowościowa grupa, jest ona zapraszana do wioski w sposób zwyczajowy: wódz Maorysów próbuje zastraszyć wodza turystów wymachując mu przed nosem dzidą i robiąc groźne miny. A wódz turystów musi znieść to z kamienną twarzą i na koniec okazać pokojowe intencje ofiarowując liść paproci. Pech chciał, że mnie wybrano takim wodzem turystów. I ta paprotka za szkłem jest właśnie moją gałązką pokoju. 

Kiedy już przeżyłem całą imprezę i związane z nią wodzowskie obowiązki (powitania nosami, bojowe tańce i inne dzikie rytuały)  byłem z siebie taki dumny, że zatknąłem paprotkę na kapeluszu i tak cały dzień paradowałem. Jeszcze po wielu godzinach byli poddani kłaniali się z szacunkiem. Paprotka przetrwała i przyjechała z nami do domu. A wódz po maorysku nazywa się rangartira!

Powrót / Back