Kraków w luksusach: dwa dni, dwa aparaty.

 

Nie chodzi, rzecz jasna o nas, lecz o dwa prawdziwe aparaty fotograficzne. W czasie wyprawy do Nowej Zelandii padły nam dwie cyfrówki lub jak kto woli cyfraki: Kyocera i Hewlett –Packard. Oba okazały się bublami pierwsza klasa. Po powrocie nie dało się ich rzecz jasna naprawić i trzeba było kupić nowe. Ostatecznie wybraliśmy dwa Nikony: malutki kompakcik  Coolpix S200 i wielką, poważną lustrzankę D 80. Co tu ukrywać, pstrykamy jak małpki lecz wciąż mamy ambicję, by zacząć robić prawdziwe zdjęcia pewnego dnia.

A dalej? Od słowa, do słowa i wyszło nam, że fajnie byłoby odwiedzić znów Kraków, spędzić tam dwa dni i przy okazji wypróbować nowe zabaweczki. Zdarza nam się czasem tak wyrwać z Warszawy na chwilę, by pooddychać powietrzem innego miasta.

To były dwa dni luksusu. By nie krępować się rozkładami jazdy pojechaliśmy samochodem. Zatrzymali się w dobrym hotelu na samej starówce i przez dwa dni robili, na co nam przyszła ochota. Nie straciliśmy płynności finansowej ale budżet domowy to odczuł.

Kraków, jaki jest każdy widzi. Miasto w pełni europejskie. Pięknieje z każdym dniem. Ulice i knajpki wypełnia niezmiennie wielojęzyczny tłum. I teraz może to jest głupie, co napiszę, lecz Kraków zrobił się dla mnie nieco kiczowaty. Przed laty, gdy zabytki rozpuszczał powoli kwaśny deszcz znad Nowej Huty i pokrywał czarny, wiekowy nalot, wydawały mi się szacowne. Teraz, gdy to wszystko oczyszczono, naprawiono, gdy czerwienieje cegła, bieleją wapienie i żółcieją piaskowce to... Wydaje mi się jakby starsza pani wyzywająco się umalowała. Przepraszam!

 Oczywiście Kraków to dla nas nie jest już miejsce do zwiedzania, to miejsce do bycia tu, delektowania się. Nie przeszkadza w odkrywaniu nowych rzeczy lub starych na nowo. Ostatni pobyt nie był inny. Plątaliśmy się po Starym Mieście, dotarliśmy na Kopiec Kościuszki. I co najważniejsze, pstryknęliśmy (jak małpki, bez zadania sobie trudu sensownej kompozycji kadru, ustawiania przesłony, czułości i tych wszystkich szamańskich czary-mary) trochę podobnych ujęć dwoma aparatami. I z ciekawości, zaraz po powrocie rzuciliśmy się na zestawianie takich zdjęć i porównywanie: jak wyszło kompakcikiem a jak lustrzanką. Parę przykładów załączamy. Można samemu ocenić i zgadywać, którym aparatem które zdjęcie pstryknęliśmy... 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Powrót
Back